ZAKWITY WODY I TRUCIZNY Z GLONÓW

Technologia hodowli glonów stoi obecnie już na wysokim poziomie i jest dobrze przygotowana do wzięcia udziału w procesie na skalę wielkotechniczną. Umiemy kontrolować i regulować możliwości produkcyjne glonów jednokomórkowych, zarówno zielenic, jak i sinic, form słodkowodnych, jak i morskich, nie mamy jednak jeszcze prawie żadnego wpływu na olbrzymią masę glonów wolnożyjących i zdajemy się na to, że jako fitoplankton jezior i mórz spełniają one (dla nas) swoje zadanie, stanowią bowiem pokarm dla zooplanktonu i następnych uczestników łańcucha pokarmowego, gwarantują dalsze istnienie rybołówstwa morskiego itd., ufni, że uświęcona „równowaga w naturze” zapobiegnie na tym odcinku ewentualnym klęskom. Tymczasem nie jest to wcale takie pewne równowaga ta w żadnym sensie nie istnieje tylko na nasz użytek. Możemy z niej tylko o tyle korzystać, o ile się do niej dostosujemy. Jeśli ją zaldócimy, poniesiemy straty i my, i inne organizmy. Nawet przy dobrze funkcjonującej równowadze zdarzają się przypadkowe eksplozje, choć, co prawda, wszystko szybko wraca do normy.

Takie eksplozje zdarzają się także u glonów żyjących w warunkach naturalnych i są nader niepożądane. Znamy np. tzw. zakwity wody w naszych jeziorach i stawach. W sprzyjających warunkach nagle zaczyna się rozmnażać w sposób nieograniczony jaldś jeden gatunek glonów, np. w stawach rybnych sinice (rodzaj Anabaena, Micro- cystis). Tworzą one wtedy na powierzchni wody gęstą warstwę do 20 cm grubości. Ma to przeważnie fatalne skutki, światło bowiem dociera tylko do komórek leżących

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *