W ŚWIECIE NAJMNIEJSZYCH ORGANIZMÓW

Nawet gdyby ludzkość opanowana strachem przed drobnoustrojami chciała spróbować uwolnić świat od nich silą – przedsięwzięcie to nie miałoby żadnych szans powodzenia. W każdym centymetrze sześciennym wody rzecznej – jeśli to nie jest alpejska woda źródlana – żyje od 10 tys. do 1 min bakterii, w 1 cm:! wody morskiej – ok. 5 tys., wody gruntowej – 10 do 100, nawet ze szklanką wody wodo ciągowej wypijamy ok. 1000 różnych „zarazków”. Naparstek ziemi leśnej lub ogro dowej zawiera, miliony bakterii, drobnych glonów i grzybów. Kora naszych drzew jest zielona od glonów,.,na.,ścianach każdej piwnicy, nawet na każdej tapecie można znaleźć bakterie i grzyby, albo przynajmniej ich formy przetrwalnikowe. Powietrze jest również „zakażone” przekonamy się.o tym, kiedy pokryjemy dno płaskiej płytki Petriego, uprzednio wysterylizowanej, agarem zawierającym pożywkę i wystawimy otwartą tylko na kilka minut na powietrze miejskie zanim ją zamkniemy, już osiądą na niej tuziny bakterii i grzybów albo ich zarodników. Każdy zarazek wyrośnie po kilku dniach w dobrze widoczną kolonię, złożoną z tysięcy, milionów pojedynczych istot żywych. Drobnoustroje istnieją nie tylko w powietrzu miast na całym świecie, ale nawet na lodowcach i w gorących źródłach o temperaturze 93 G. Właściwie po winno się raczej zapytać, czy istnieje w ogóle miejsce wolne od zarazków? Spis byłby krótki, może obejmowałby jedynie wielkie piece hutnicze i płytki Petriego, wysterylizowane w wysokiej temperaturze. Któż jednak zechciałby i zdołałby podjąć się zniszczenia miliardów i bilionów drobnoustrojów, setek tysięcy gatunków, ras i szczepów najrozmaitszych istot żywych?

Gdyby się to nawet udało — co byśmy na tym zyskali ? Na pewno zniknęłyby przyczyny wszystkich chorób zakaźnych. Ziemia stałaby się cudownie wolna od za razków, ale co jeszcze by się stało ? Ścieki nie byłyby oczyszczane, nasze rzeki i jeziora, a nawet oceany zamieniłyby się w doły kloaczne, wypełnione różnymi nie czystościami, wszelkiego rodzaju odpadkami. Padlina nie gniłaby, liście jesienne zalegałyby nie zmienione i już po kilku dziesięcioleciach pogrzebałyby wszystko pod sobą. Nie byłoby już więcej chleba, musielibyśmy się wyrzec tak ulubionych napojów, jak piwo, wino czy wódka. Co gorsza – wszystkie nasze plany na przyszłość, ażeby z pomocą drobnoustrojów zapewnić wyżywienie stale wzrastającej ludności Ziemi, obróciłyby się w niwecz. Krótko mówiąc, życie ludzkie, które za pomocą akcji „śmierć mikrobom” chcielibyśmy chronić, wkrótce byłoby skazane na zagładę. Nasz strach przed pewną ilością bakterii chorobotwórczych nie powinien doprowadzić do zniszczenia za jednym zamachem i wytępienia wszystkiego, co przypomina drobnoustroje. Obok drobnoustrojów szkodliwych stoją bowiem „pożyteczne”, które przynoszą nam tysiąckrotne korzyści.

Rozważmy całkiem na trzeźwo, bez strachu, emocji i zacietrzewienia, czy ludzkości nie wiodło się całkiem dobrze mimo otaczających ją „wrogów”? Czy mimo „zagrożenia” nie pomnaża się ona nadzwyczaj szybko, tak szybko, że myśli się już o jakimś zahamowaniu tego procesu ? Jeśli nawet pewna część tej ludzkości na skutek wadliwych systemów gospodarczych stale cierpi głód, to naprawdę nie jest to winą drobnoustrojów. Przeciwnie, tylko z ich pomocą zlikwidujemy klęski głodu, które zagrażają stale wzrastającej ludności świata, a przede wszystkim będziemy mogli w ogóle egzystować. Jest to jeden powód więcej, aby drobnoustroje akceptować, a skoro już musimy z nimi żyć, to powinniśmy spróbować je oswoić, uczynić z nich partnerów i systematycznie wykorzystywać ich różnorakie możliwości. Musimy je oswoić ze względu na naszą własną przyszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *